24 stycznia 2012

Dowcip dnia


Zasłyszane gdzieś tam.... rozbawiło mnie :)



1. Blondynka dostała pracę w hotelowej recepcji. Do recepcji przychodzi gość:
gość: Two tea to room two, please
blondynka: pam param pam pam



2. Niewidomy wbiega do kuchni, chwyta tarkę do warzyw, dotyka ją  i mówi:
 - Hahaha Takich głupot to ja już dawno nie czytałem!!!





Biotherm, Biopur, Intensive Pore - Reducing Concentrate (Intensywny koncentrat redukujący pory)

Dziś chciałabym Wam przedstawić mojego faworyta w pielęgnacji cery z rozszerzonymi porami. Z tą potworną przypadłością walczyłam już od kilku lat i to bezskutecznie. Pilingi pomagały tylko chwilowo, nie działała kawitacja, mikrodermabrazja tylko na chwilę. Po kremach, maseczkach itp nie widziałam żadnych efektów. Do czasu...
 
Producent:  Woda saponinowa o właściwościach zbliżonych do naturalnego mydła, aby oczyścić skórę, miedź i cynk regulujące wytwarzanie sebum oraz zmikronizowany puder mineralny o właściwościach absorbujących i ultramatujących, zostały połączone w niezwykle świeży koncentrat, aby natychmiast zredukować pory. Przeciw świeceniu się skóry. Przeciw rozszerzonym porom. Nietłusty, nie zatyka porów.

Cena i pojemność: ok. 135 zł/ 30 ml

Dostępność: perfumerie Douglas, Sephora, Marionnaud, kiedyś○ poinformowano mnie, że został wycofany ze sprzedaży, ale nadal go widuję i kupuję
Opakowanie: tuba, poręczna, mała, idealna do torebki, nie zabiera dużo miejsca w kosmetyczce, nie ma problemu z wykorzystaniem całości kosmetyku

Działanie: Walczę z rozszerzonymi porami od dłuższego czasu, to kawitacja, to mikrodermabrazja, to jakieś dziwne specyfiki. Preparat ten kupiłam po raz pierwszy w Douglasie po namowie przez sprzedawczynię. Z zasady nie daję się nabrać na ten marketingowy bełkot ale jakoś wtedy nie miałam swojego dnia. Preparat nakładałam 2 razy dziennie ale nie na całą twarz tylko na miejsca z rozszerzonymi porami czyli na poliki. Na to nakładałam krem rano matujący, wieczorem nawilżający. 
 
Pierwsze efekty widać już po regularnym stosowaniu po około 3 tygodniach. Pory są znacznie mniejsze, nie pojawiają się żadne zaskórniki. Skóra nie jest przesuszona, preparat nadaje się pod makijaż, który nie spływa z niego a podkład się nie roluje. Koncentrat szybko się wchłania, nie uczula i co najważniejsze nie przesusza skóry. Zaskoczyłam się pozytywnie. Nie wysusza, nie zatyka porów, nie powoduje uczuleń, nie ma żadnego wysypu syfków.

Produkt bardzo wydajny. Mi wystarcza na kilka miesięcy przy codziennym stosowaniu rano i wieczorem, ale wyłącznie na policzki. 

W tej chwili skończyłam już 4 szt. tego preparatu i jestem bardzo zadowolona. Moją zmorą nie są już wielkie pory, używam go teraz profilaktycznie. 

Zachwycona tym specyfikiem dokupiłam jeszcze z tej serii maseczkę zmniejszającą pory.
Zapach: bezzapachowy
Konsystencja: wodna, kolor biały, wystarczy odrobinę, żeby nałożyć na twarz 

 Ocena: 4+/5
Podsumowanie: Daję 4+ na 5 możliwych, ponieważ cena jak dla mnie jest wysoka. Produkt wart wypróbowania, ale na efekty trzeba dłużej czekać. Jeśli ktoś walczy z bardzo widocznymi porami zdecydowanie polecam, ale trzeba cierpliwości.  To mój faworyt w pielęgnacji cery z rozszerzonymi porami.


 
 
 
 
 
 

20 stycznia 2012

Szpindlerowy Młyn ( SPINDLERUV MLYN )




Nigdy nie sądziłam, że zatęsknię za śniegiem. Całe życie jest mi zimno, całe....dlatego nie lubię zimy. Ale jeszcze bardziej nie lubię tego co mamy teraz za oknem. Zatęskniłam za mrozem ( ale takim normalnym około 5 stopni poniżej zera ), tęsknię za śniegiem. I odkopałam kilka zdjęć z pobytu w Szpindlerowym Młynie. Jeśli ktoś chce miło spędzić czas, nie lubi długo stać w kolejce na wyciąg i lubi sporty zimowe to szczerze polecam. 

Szpindlerowy Młyn ( Špindlerův Mlýn ) to bardzo popularny ośrodek górski w Czechach. Są to perfekcyje trasy narciarskie o wszystkich stopniach trudności, wyciągi orczykowe i krzesełkowe, tor saneczkowy, aquapark. Trasy narciarskie spełniają wymogi FIS (Międzynarodowa Federacja Narciarska) i umożliwiają organizowanie zawodów o randze światowej. Dlatego „Szpindel“ jest nazywany „Perłą Karkonoszy“ albo "Val d'Isere Europy Środkowo-Wschodniej". 

Noclegi można już dostać za około 30 zł. TUTAJ znajdziecie przydatne informację o tym miejscu, noclegi i cennik przydatny każdemu narciarzowi. 

Wieczorem Szpindlerowy tętni życiem. Można potańczyć, napić się dobrego, czeskiego piwa, zjeść porządny obiad w Karczmie podawany na deskach, spróbować herbatki z prądem czy też degustować pyszne desery i drinki. Łatwo można dogadać się w języku polskim i angielskim. 







 
 







 '
Aaaaa pamiętajcie przy zamawianiu jedzenia, że:

ziemniaki to po czesku BRAMBORY
truskawki to JAHODY
jagody to BORUVKI
frytki to HRANOLKI
świeży chleb to ĆERSTVY CHLEB
cukierki to BONBONY
lody to ZMRZLINA
warzywa to ZELENINA
pomidorowa to RAJSKA





12 stycznia 2012

Postanowienia


Nowy rok, nowe postanowienia. Tak w skrócie można opisać moje ostatnie dwa tygodnie. Z natury jestem pesymistką, ale w każdy nowy rok wkraczam z nutką optymizmu ( który z dnia na dzień maleje ) i z nowymi postanowieniami. W tym roku nie inaczej. Oprócz corocznych postanowień:
1. nie będę przeklinała, albo chociaż ograniczę przeklinanie, 
2. będę jadła więcej warzyw,
3. nie będę Jego krytykowała, 
4. ograniczę zakupy,
5. nie będę niepotrzebnie się stresowała,

w tym roku doszło kolejne: BĘDĘ UPRAWIAŁA WIĘCEJ SPORTU.

Jak postanowiłam tak też uczyniłam. W Nowy Roku wybraliśmy się na lodowisko. Na łyżwach nie jeździłam już z 10 lat albo i dłużej, ale za młodu byłam w tym bardzo dobra. Mając 6 lat dostałam od Mikołaja łyżwy, które założyłam i ot, tak po prostu umiałam już na nich jeździć. No i myślałam, że po tych paru latach też tak będzie, że tego się nie zapomina jak jazdy na rowerze. No i faktycznie, tego się nie zapomina, tylko czasami nogi odmawiają posłuszeństwa i przecenia się własne możliwości. 



Łyżwy były wypożyczone ( widząc te łyżwy polecam grube skarpety i jakiś dezodorant odgrzybiający, bo ja mam na tym punkcie bzika ) i bardzo tępe. Pierwsze chwile było to zapoznanie się z lodem, kilka wolnych kółek. Ale jak już poczułam w sobie tą małą 6-letnią dziewczynkę, jak przypomniałam sobie podstawy, oswoiłam się z lodowiskiem, łyżwami to oczywiście chciałam się trochę "polansować". Chciałam pokazać jak pięknie jeżdżę do tyłu, jak robię przekładankę, jaskółkę czy piruety i mój "lans" skończył się tak:


Ale wiecie co, to mnie wcale nie zniechęciło. Początkowo się przeraziłam, że odnowi mi się kontuzja, którą TUTAJ opisywałam. Nic z tego!!! Przeciwnie dostałam takiego kopa, takich chęci, że kupiłam sobie własne figurówki i przynajmniej 2 razy w tygodniu śmigam na lodowisko. 



Chociaż jedno postanowienie noworoczne na razie spełnione. No i może to z warzywami ( po 20 latach stwierdziłam, że jednak brokuły są jadalne i nie smakują źle:)) 

Życzę Wam wytrwałości w postanowieniach!!!!





21 grudnia 2011

Świąteczny manicure


Znalezione na necie.
Idealne na nadchodzące święta.















Wspomnienia z Zakopanego




Za kilka dni mija rocznica naszego pamiętnego wyjazdu do Zakopanego. Miały być łyżwy, narty, spa.... Cały tydzień. Zaplanowane trasy na Gubałówkę, Morskie Oko może Giewont. Wyszło tak, że zamiast tygodnia były 2 dni w tym 8 godzin w szpitalu.

Nikomu nie życzę żeby musiał korzystać z chirurga lub ortopedy w grudniu w Zakopanem. Na ostrym dyżurze przyjmował tylko jeden lekarz. Czekało się około 8 godzin, same połamane kończyny, rozbite głowy i co chwile nowe osoby dowożone karetkami ze stoków. Nie było żadnego prywatnego lekarza w całym mieście ( byłam skłonna skorzystać nawet z prywatnej praktyki byle było szybko i mniej bólu ).

Zaskoczeniem było dla mnie też to, że "obsługa" nie chciała udostępnić tabletek przeciwbólowych poszkodowanym. Poszkodowani byli przyjmowani "na akord": najpierw wizyta u lekarza, skierowanie na rentgena, zdjęcie, powrót do lekarza, wizyta w gipsowni, następny.....

Ja podczas wizyty w jacuzzi poczułam ból w kolanie. Nie mogłam nogi ani wyprostować ani też zgiąć. Wiedziałam, że nie jest to złamanie, bo przecież nie uderzyłam się ani nic. Ot, coś zabolało. Lekarz wmawiał mi oczywiście, że to złamanie na stoku. Nie wiem jakim cudem skoro nawet nie zdążyłam być na stoku, nie zdążyłam nawet ubrać kombinezonu ani butów narciarskich. Po rentgenie stwierdził, że nie wie co się stało z moim kolanem ale musi mi spuścić krew z kolana bo chyba coś pękło.

Byłam przerażona. Mówię, że się boję, a on na to, że jak nie chce to mogę sobie stąd iść i mnie wypisze. Już nic się nie odzywałam. Zacisnęłam zęby i poszło. Wbito mi igłę w kolano bez znieczulenia i spuszczono 2 strzykawki prawie brązowej krwi. Potem miałam dokuśtykać do gipsowni. Nie zgodziłam się na gips. Kolano puchło więc mogłabym narobić sobie jeszcze większych problemów. Zamiast bezpłatnego gipsu zaoferowano mi szynę usztywniającą na rzepy, na całą nogę za 150 zł. Zapłaciłam i z usztywnioną nogą, kuśtykając wróciłam do hotelu. Po drodze jeszcze straciłam przeszło 200 zł w aptece ( jakieś tabletki, zastrzyki, które miałam sobie sama robić w brzuch ). Na drugi dzień wracaliśmy już do domu. Kolano puchło, bolało. 

Po 8 godzinach drogi ( z usztywnioną, wyprostowaną nogą w powietrzu ) zdążyłam jeszcze do zaprzyjaźnionego ortopedy, który mnie od razu przyjął. Wiedział po obejrzeniu zdjęcia RTG co się stało. Zerwanie wiązadeł rzepkowych. Pochwalił, że odmówiłam gipsu, okazało się, że szynę taką można kupić za 50 zł w każdym szpitalu no i kazał kupić jedną kulę i usztywniacz na rzepkę za 30 zł. Po 3 miesiącach "podszywania się pod dr Housa" i kilku zastrzykach pod rzepkę, mogłam wrócić do pracy, do normalnego chodzenia i lekkich ćwiczeń na bieżni. Jednak co jakiś czas podobno ma mi się ta kontuzja odnowić, niestety.

I takie właśnie mam świąteczne wspomnienia z Zakopanego. Przez te 2 dni zdążyłam jednak zobaczyć Krupówki, spróbować kwaśnicy i miodu pitnego. Nawiązać nowe znajomości siedząc 8 godzin w szpitalu, wysłuchać wrażeń z wypadków ze stoków i posłuchać języka esperanto ( akurat był światowy zlot ). Zrobiłam też kilka zdjęć z okna pokoju. Widok był akurat na Giewont.











19 grudnia 2011

Dowcip dnia

Śmierć Hanki Mostowiak jest szeroko komentowana zarówno w internecie jak i w telewizji. Zasłyszane w weekend w TV:

- Puk, puk...
- kto tam?
- Justyna Pochanke
- Hanka nie żyje!