03 lutego 2012

Kandahar ( Kandagar, Кандагар )



Od kilku dni dość intensywnie wałkuję temat rosyjskiego kina.
Jakoś wcześniej nie przepadałam za filmami rosyjskimi, w pamięci miałam jeszcze naukę rosyjskiego w szkole podstawowej ( mimo, iż byłam bardzo dobra z tego przedmiotu to ja koniecznie chciałam angielski, którego niestety w mojej szkole nie uczono ).
I z tego czasu pamiętam tylko powtarzanie alfabetu, wesołyje kartinki, które nam nasi przyjaciele z Rosji przysyłali i "Wilka i zająca". 
Z perspektywy czasu okazało się jednak, że dość dobrze pamiętam i pisownie, i alfabet, a nawet rozumiem filmy w tym języku. I chwała za to Pani Eli, która chciała mnie dać na olimpiadę językową, a ja jej stanowczo odmówiłam, a mimo to nie straciła we mnie nadziei.
Ale nie o tym ja tu chciałam.


Jakiś czasu temu puścili w TV film Kandahar i wszystko byłoby ok gdyby nie to, że film wywarł na mnie ogromne wrażenie. 
Nie przeszkadzało mi nawet to, że niektóre sceny są przesadzone np ta gdzie człowiek nie goli się kilka tygodni ( chodzi tu o kapitana samolotu ) a brodę ma tak dużą jakby zapuszczał ją kilka lat i nie odstaje nic od afgańskiej ludności.
Ale wszystko po kolei.




Film powstał w oparciu o prawdziwe wydarzenia. Jest to dramat historyczny. 
Kręcono go w Rosji, Maroku i Turcji. 
Historia działa się w 1995 roku i opowiada o rosyjskiej załodze samolotu, który transportował amunicje. 
W filmie załoga składa się z 5 osób, w rzeczywistości było ich 7.

Podczas lotu nad Afganistanem kapitan jest zmuszony przez Talibów do awaryjnego lądowania w Kandaharze. Piloci są przetrzymywani przez ponad rok w niewoli, czasami torturowani, czasami głodzeni, zabrano im buty, zrywano medaliki, namawiano na przejście na Islam, zabierano i darto zdjęcia rodziny. Mimo to piloci nie poddają się, próbują żyć normalnie, grają w piłkę. Wszystko jednak do czasu...
Pewnego dnia kapitan wymyśla plan ucieczki. 



W filmie świetnie pokazano "islamskie życie" i ich "prawdy". W pamięci na długo zostają niektóre sceny kiedy zabijają matkę, która nie chce oddać swego syna, gdy Talibowie strzelają do ludzi na środku ulicy czy moim zdaniem najbardziej przerażająca, podkładają granat kobiecie, która prawdopodobnie zdradziła męża. 

Myślałam, że film i obsada będzie nudna i drętwa. 
A tu nagle zaskoczenie.

Film do samego końca trzyma w napięciu, postaci są bardzo naturalne, widz zaprzyjaźnia się z nimi. 
Nie jest to, żadna amerykańska tandeta w stylu Rambo. 
Świetnie ukazuje co działo się wówczas w Afganistanie, niesamowite zdjęcia Iła 76, żadnych zbędnych efektów specjalnych, realistyczne sceny bombardowań, świetna muzyka.
Dobrze opowiedziana, przejmująca historia.



 Ma mnie największe wrażenie zrobił jednak Aleksandr Golubev ( Александр Голубев ), który otrzymał nagrodę dla Najlepszego Aktora za ten film ( a także Złotego Orła za rolę w Braciach Karamazov ).
Grał tutaj Witka ( Witje ) sierotę, który nie miał dziewczyny, był mechanikiem na pokładzie i oszukiwał grając w karty :). 
Jestem pod wrażeniem nie tylko wyśmienitej gry aktorskiej Golubeva ale także jego osoby. 

Po Kandaharze rozpoczęłam swoisty marsz po internecie i znalazłam garść informacji o nim oraz dość liczną filmografię. Aktor gra także w serialach i teatrze.
Nie pozostało mi nic innego jak obejrzeć te filmy. 
Najbardziej zapadł mi w pamięci "Pewnego razu na prowincji".
Film, który trawiłam całą noc i kolejny dzień. 
Film, który u tak wrażliwej osoby jak jak, wzbudzał różne emocje, od litości do nienawiści, od gniewu do strachu. Ale więcej o nim w innym poście.

Zapraszam do obejrzenia Kandaharu. Naprawdę warto!


02 lutego 2012

A u mnie już wiosna :)



Brak mi ostatnio weny, za dużo rzeczy do zrobienia.
Za to po głowie chodzi mi tylko ta piosenka. 
Jakoś mnie tak na nią wzięło i nie może odpuścić.
Dobry kawałek.
Teledysk, hmmm zależy co kto lubi....





Na zewnątrz w końcu przyszły mrozy i zima w pełni ( no może tak na pół, bo śniegu brakuje ), a u mnie w domu właśnie zaczęła się wiosna.
Zresztą sami zobaczcie. 










30 stycznia 2012

Idę na wojnę!!!



Robale, insekty, owady. Paskudztwa, które zamieszkują Twój dom i czynszu nie płacą.
Za to stołują się za free na Twoich kwiatkach!!!!! 
Jak ja ich nie cierpię!!!! 
Właśnie wypowiedziałam tym ohydztwom wojnę. A dokładnie jednemu, którego znalazłam w piątek!!! 
Jak on śmiał - podgryzać mi moje storczyki??? 
W moim salonie???
Bydło na salony wtargnęło i bawi się bezpańsko, i żre moje biedulki!!!


Szczęściarzem, z który walczę jest TARCZNIK. 
Podobno jeden z najgorszych do wyplenienia.
Ale ja się tak łatwo nie poddam. Nie ze mną te numery, jestem kobietą, jestem mściwa jak ktoś mojej rodzinie krzywdę robi ( tak storczyki to część mojej rodziny, moich 9 dzieci ). Naoglądałam się ostatnio rosyjskich filmów wojennych i.... nie no tak ostro to nie będzie. 
Ale lekko też nie. 


Dla mnie to poważna sprawa. Moja "plantacja" storczyków to moja słabość. Mam na ich punkcie bzika. 
Człowiek najpierw kupuje, zaprzyjaźnia się z nimi, zagaduje delikatnie żeby potem z pewną dozą nieśmiałości zakochać się i poświęcać im każdą wolną chwilę. 
Opiekuje się nimi, subtelnie ściera każdy pyłek, kurz, z namiętnością podlewa je, karmi, stwarza najlepszy klimat. 
A one usatysfakcjonowane w zamian pięknie kwitną, pokazują swoje najcudowniejsze wdzięki, zaczepiają w oknie przechodniów. 


I nagle przyjdzie Ci taki nie wiadomo skąd, nie wiadomo po co i pasożytuje na Twoich cudach. Swojego wroga już poznałam, zrobiłam portret psychologiczny i nie tylko.
Zaczerpnęłam z internetu od innych poszkodowanych kilka informacji i wytoczyłam swoje działo. 
Dla tych, które nie kwitną Actellic 500 ec, dla tego jednego kwitnącego wśród zarażonych musiałam dać coś lżejszego. 
Tego załatwię wodą z mydłem. 
Częste mycie skraca życie - jak to mówią. 


źródło: internet, Lara Croft game


Moja strategia: 

1. Actellic - najpierw szukałam go po całym Wrocławiu, sprzedawcy oczywiście jak zawsze byli mądrzejsi i proponowali coś na stonkę i mszycę, wtedy moja irytacja sięgała zenitu. Po jaką cholerę mi coś na stonkę jak ja mam storczyka z tarcznikiem?!?. 
Jak już zakupiłam tego pestycyda ( środek bardzo niebezpieczny ) pozostało mi go tylko zaaplikować. Rozcięczyłam 0,5 ml w 1 l wody i... jak nie siknę na liście, jak nie rozpylę mu prosto w oczy. 
A tak przy okazji to uwaga na swoje oczy i na otoczenie, w którym się spryskuje roślinę. Ja robiłam to w łazience z wentylacją, która jeszcze przez kilkadziesiąt minut chodziła po tej operacji. 
W łazience uwaga na szczoteczki do zębów, ja musiałam je wymienić, bo zapomniałam się w niszczycielskiej walce. 
Ale jak wojna to przecież jakieś straty muszą być!!! 
Za kilka dni powtarzam zabieg. 
Profilaktycznie, bo wiadomo, że żadne lekarstwo nie pomoże przy jednorazowym użyciu.


2. Woda z mydłem - musiałam zastosować ten sposób na storczyka, który kwitnie, bo bałam się zapodać mu mieszanki pestycydów. 
Wodę wymieszałam mydłem i wacikiem ścierałam każdy liść po kolei, potem każdy od spodu, za każdym razem ściągając wroga z liścia zmieniałam wacik,żeby nie roznosić jajeczek. 
Wacik, woda, tarcznik, śmietnik i tak cały czas. 
Potem na koniec liście umyłam samą wodą. 
Trzeba dokładnie obejrzeć kwiata, bo te cholery lubią się wypasać nie tylko na górze liścia ale w szczególności na spodzie i przy pędach ( tam znalazłam ich najwięcej).


3. Zakażone kwiaty zostały przeniesione do innego pokoju na kwarantannę. 
Bitwa została stoczona w niedzielę, dziś chciałam policzyć straty. 
Tarcznika nie widać, szczoteczki do zębów wyrzucone, zarażony storczyk nadal kwitnie. Za kilka dni powtórzę nalot. Ze mną nie ma żartów!!!


Popatrzcie też u siebie, tarcznik występuje nie tylko na storczykach, to dość popularny robal. Nasze kwiaty są nasze!!! Nie będzie nam tarcznik pluł w twarz znaczy się podżerał zieleninę!!







27 stycznia 2012

Zamek w Oleśnicy



W zeszłą sobotę wybraliśmy się do Oleśnicy zobaczyć tamtejszy zamek. Niestety jego zwiedzanie może odbyć się wyłącznie za pozwoleniem. W związku z tym obeszliśmy go wokoło i porobiliśmy kilka zdjęć.




Trochę historii w pigułce:
1. Jest to budowla renesansowa, do XIX w siedziba książąt oleśnickich.
2. Pierwszy zapis o zamku pojawia się w 1292 r.
3. Budowę zainicjował prawdopodobnie Konrad I oleśnicki.
4. Po Piastach Oleśnicę przejmują Podiebradowie i tu zaczyna się jego rozbudowa.
5. Następnie księstwo oleśnickie przejmują Wirtembergowie ( do 1792 ).
6. A następnie Welfowie do 1884.
7. Pod koniec XIX w budowle stały się lennem pruskim a nowymi właścicielami zostali Hohenzollernowie.
8. Do roku 1945 była to ich letnia rezydencja.
9. Po wojnie w budynkach przetrzymywano jeńców włoskich i węgierskich.
10. Siedzibę miał tu także radziecki Międzynarodowy Czerwony Krzyż, następnie Technikum Budowlane i Szkoła ZHP.
11. Od 1993 znajduje się tu OHP.














Zamek położony jest na Nizinie Śląskiej, na lewym brzegu rzeki. Niestety na chwilę obecną lepiej wygląda na starych fotografiach niż w realu. Gołym okiem widać, że potrzebuje dużego remontu. Szkoda, że niszczeje. Niestety nie byłam na dziedzińcu, podobno warto się tam wybrać i zobaczyć krużganki, herby i popiersia. Obok zamku jest kilka parkingów.

Pewnie i o tym zamku krążą jakieś legendy, zapewne i tu rezyduje jakaś biała dama. My spotkaliśmy tylko takiego białego ducha :))





24 stycznia 2012

Dowcip dnia


Zasłyszane gdzieś tam.... rozbawiło mnie :)



1. Blondynka dostała pracę w hotelowej recepcji. Do recepcji przychodzi gość:
gość: Two tea to room two, please
blondynka: pam param pam pam



2. Niewidomy wbiega do kuchni, chwyta tarkę do warzyw, dotyka ją  i mówi:
 - Hahaha Takich głupot to ja już dawno nie czytałem!!!





Biotherm, Biopur, Intensive Pore - Reducing Concentrate (Intensywny koncentrat redukujący pory)

Dziś chciałabym Wam przedstawić mojego faworyta w pielęgnacji cery z rozszerzonymi porami. Z tą potworną przypadłością walczyłam już od kilku lat i to bezskutecznie. Pilingi pomagały tylko chwilowo, nie działała kawitacja, mikrodermabrazja tylko na chwilę. Po kremach, maseczkach itp nie widziałam żadnych efektów. Do czasu...
 
Producent:  Woda saponinowa o właściwościach zbliżonych do naturalnego mydła, aby oczyścić skórę, miedź i cynk regulujące wytwarzanie sebum oraz zmikronizowany puder mineralny o właściwościach absorbujących i ultramatujących, zostały połączone w niezwykle świeży koncentrat, aby natychmiast zredukować pory. Przeciw świeceniu się skóry. Przeciw rozszerzonym porom. Nietłusty, nie zatyka porów.

Cena i pojemność: ok. 135 zł/ 30 ml

Dostępność: perfumerie Douglas, Sephora, Marionnaud, kiedyś○ poinformowano mnie, że został wycofany ze sprzedaży, ale nadal go widuję i kupuję
Opakowanie: tuba, poręczna, mała, idealna do torebki, nie zabiera dużo miejsca w kosmetyczce, nie ma problemu z wykorzystaniem całości kosmetyku

Działanie: Walczę z rozszerzonymi porami od dłuższego czasu, to kawitacja, to mikrodermabrazja, to jakieś dziwne specyfiki. Preparat ten kupiłam po raz pierwszy w Douglasie po namowie przez sprzedawczynię. Z zasady nie daję się nabrać na ten marketingowy bełkot ale jakoś wtedy nie miałam swojego dnia. Preparat nakładałam 2 razy dziennie ale nie na całą twarz tylko na miejsca z rozszerzonymi porami czyli na poliki. Na to nakładałam krem rano matujący, wieczorem nawilżający. 
 
Pierwsze efekty widać już po regularnym stosowaniu po około 3 tygodniach. Pory są znacznie mniejsze, nie pojawiają się żadne zaskórniki. Skóra nie jest przesuszona, preparat nadaje się pod makijaż, który nie spływa z niego a podkład się nie roluje. Koncentrat szybko się wchłania, nie uczula i co najważniejsze nie przesusza skóry. Zaskoczyłam się pozytywnie. Nie wysusza, nie zatyka porów, nie powoduje uczuleń, nie ma żadnego wysypu syfków.

Produkt bardzo wydajny. Mi wystarcza na kilka miesięcy przy codziennym stosowaniu rano i wieczorem, ale wyłącznie na policzki. 

W tej chwili skończyłam już 4 szt. tego preparatu i jestem bardzo zadowolona. Moją zmorą nie są już wielkie pory, używam go teraz profilaktycznie. 

Zachwycona tym specyfikiem dokupiłam jeszcze z tej serii maseczkę zmniejszającą pory.
Zapach: bezzapachowy
Konsystencja: wodna, kolor biały, wystarczy odrobinę, żeby nałożyć na twarz 

 Ocena: 4+/5
Podsumowanie: Daję 4+ na 5 możliwych, ponieważ cena jak dla mnie jest wysoka. Produkt wart wypróbowania, ale na efekty trzeba dłużej czekać. Jeśli ktoś walczy z bardzo widocznymi porami zdecydowanie polecam, ale trzeba cierpliwości.  To mój faworyt w pielęgnacji cery z rozszerzonymi porami.


 
 
 
 
 
 

20 stycznia 2012

Szpindlerowy Młyn ( SPINDLERUV MLYN )




Nigdy nie sądziłam, że zatęsknię za śniegiem. Całe życie jest mi zimno, całe....dlatego nie lubię zimy. Ale jeszcze bardziej nie lubię tego co mamy teraz za oknem. Zatęskniłam za mrozem ( ale takim normalnym około 5 stopni poniżej zera ), tęsknię za śniegiem. I odkopałam kilka zdjęć z pobytu w Szpindlerowym Młynie. Jeśli ktoś chce miło spędzić czas, nie lubi długo stać w kolejce na wyciąg i lubi sporty zimowe to szczerze polecam. 

Szpindlerowy Młyn ( Špindlerův Mlýn ) to bardzo popularny ośrodek górski w Czechach. Są to perfekcyje trasy narciarskie o wszystkich stopniach trudności, wyciągi orczykowe i krzesełkowe, tor saneczkowy, aquapark. Trasy narciarskie spełniają wymogi FIS (Międzynarodowa Federacja Narciarska) i umożliwiają organizowanie zawodów o randze światowej. Dlatego „Szpindel“ jest nazywany „Perłą Karkonoszy“ albo "Val d'Isere Europy Środkowo-Wschodniej". 

Noclegi można już dostać za około 30 zł. TUTAJ znajdziecie przydatne informację o tym miejscu, noclegi i cennik przydatny każdemu narciarzowi. 

Wieczorem Szpindlerowy tętni życiem. Można potańczyć, napić się dobrego, czeskiego piwa, zjeść porządny obiad w Karczmie podawany na deskach, spróbować herbatki z prądem czy też degustować pyszne desery i drinki. Łatwo można dogadać się w języku polskim i angielskim. 







 
 







 '
Aaaaa pamiętajcie przy zamawianiu jedzenia, że:

ziemniaki to po czesku BRAMBORY
truskawki to JAHODY
jagody to BORUVKI
frytki to HRANOLKI
świeży chleb to ĆERSTVY CHLEB
cukierki to BONBONY
lody to ZMRZLINA
warzywa to ZELENINA
pomidorowa to RAJSKA