13 lutego 2012

Brzezinka



Kilka zdjęć zrobionych jakiś czas temu w Brzezince pod Wrocławiem.
Przepiękny pałac.
Serce się kraje patrząc na te ruiny.
A w środku widać jeszcze kolory z dawnych czasów. 
Szczególnie w sali ogrodowej.

W skrócie:
Pałac barokowy, trzykondygnacyjny, wzniesiony w 1725 -1730. Budowa rozpoczęta przez braci von Kospothów a zakoczona przez Annę Zofię von Maltzan. Pałac jako jeden z nielicznych salę balową miał na piętrze. Rzeźby z jego parku ( greccy i rzymscy bogowie ) zdobią teraz park w Wilanowie ( zostały wywiezione stąd w 1950 roku ).

















07 lutego 2012

Kąpiel rozgrzewająca



Zimy nie było - wszyscy narzekali, zima przyszła - wszyscy narzekają. 
No nie dogodzisz Polakowi...

Ja też chciałam zimę, ale taką śnieżną, nie mroźną. 
Człowiek ratuje się przed mrozem jak tylko może. 
Każdy ma jakieś swoje sposoby. 

Na mnie najlepiej działają rozgrzewające kąpiele, do których używam czasami tylko płynów do kąpieli, ale często sama przygotowuje z przypraw, ziół i olejków eterycznych. 

Jestem kąpielomaniaczką. Mam bzika na punkcie żeli, płynów, mydełek, soli i innych gadżetów do kąpieli.
Tak wygląda mój bardzo okrojony ostatnio ( za mało miejsca w łazience ) zbiór kąpielowej chemii :) 



Uwielbiam ten płyn o zapachu czekolady, działa na mnie odprężająco i poprawia samopoczucie. Nowym odkryciem jest  płyn - żel o zapachu mandarynki z bazylią. Czasami też do kąpieli dodaję zwykłą oliwkę do masażu, a skóra robi się wyjątkowo gładka, miękka i dobrze natłuszczona.

Jednak polecam wszystkim domowe sposoby na rozgrzewającą kąpiel. Podstawą jest tutaj cynamon, goździki, imbir i skórka pomarańczy ( ale to prawie każda gospodyni ma w domu ). 


Cynamon - przyprawa, która rozgrzewa, ujędrnia, pobudza krążenie, łagodzi bóle reumatyczne, olejek cynamonowy podobno likwiduje wypryski i rozjaśnia przebarwienia

Imbir - posiada właściwości odchudzające, rozgrzewające, to afrodyzjak, pomaga na reumatyzm, choroby serca, zwalcza wzdęcia, ma właściwości odkażające i antyseptyczne, pomaga w walce z trądzikiem, łupieżem czy wypadaniem włosów, łagodzi migreny, bóle żołądka i menstruacyjne, przyspiesza spalanie tłuszczu i walczy z cellulitem, podobno zwiększa koncentrację i wydolność umysłową

Goździki - mają właściwości lecznicze, przeciwbakteryjne i antyseptyczne, odświeżają, leczą problemy z trawieniem, łagodzą wzdęcia, to także afrodyzjaki. Używane były już w medycynie chińskiej, zachodniej ( ziołolecznictwo ) oraz indyjskiej ( Ajurweda ), a także przy bólach zębów.


Oprócz przypraw można zaopatrzyć się w olejki eteryczne, które także pomagają przy rozgrzewaniu w tak mroźne dni. 
Najbardziej popularne i rozgrzewające to: cynamonowy, eukaliptusowy, goździkowy, jodłowy, sosnowy, anyżowy, lawendowy, pomarańczowy.
Osoby z wrażliwą skórą powinny uważać na olejki, ponieważ mogą one uczulać i podrażniać. 

Kąpiel rozgrzewająca doskonale odpręża i pobudza krążenie.
Nie powinna trwać jednak dłużej niż 15-20 minut, w przeciwnym razie może przesuszyć skórę.
Najlepsza temperatura wody to 38-42 stopnie Celsjusza.


Najpopularniejsze przepisy na domową kąpiel rozgrzewającą to:

  •  Trochę rumianku, trochę kwiatu lipy i trochę lawendy zaparzyć w 2 litrach wody, odcedzić i napar wlać do wanny - najlepszy sposób gdy dopada nas przeziębienie
  • Pół łyżki cynamonu, 7 goździków, kilka kropel olejku pomarańczowego lub skóra w połowy pomarańczy, gotować przez 20 minut, przecedzić i wlać do wanny
  • Kilka plasterków imbiru gotować w 2 litrach wody i wywar wlać do wanny

Pamiętajcie, że idealnym dopełnieniem takiej kąpieli jest lampka wina, blask świec i ulubiona muzyka. Wówczas uwalniamy się od stresu, odprężamy, wyciszamy.

Ważne jest także miejsce, a co powiecie na te:




żródło: tumblr


Trzymajcie się gorąco!!!







06 lutego 2012

Pewnego razu na prowincji ( Однажды в провнции, Odnazhdy v provintsii, Once Upon a Time in the Provinces )



Dziś trochę o filmie, który wywarł na mnie niesamowite wrażenie.
Film, który nie pozwolił zapomnieć o sobie nawet po kilku tygodniach. 
Film, do którego często wracam.

Pewnego razu na prowincji ( Однажды в провинции, Odnazhdy v provintsii, Once Upon a Time in the Provinces z 2008 r.)

Nie ma tu jakiejś niesamowitej historii, nie ma bohatera, który ratuje świat. Są ludzie, prości, zwyczajni i ich perypetie. Ot, codzienne życie na prowincji. Bezbarwne, nudne, pełne wódki, zdrad, patologii.



Akcja filmu rozgrywa się gdzieś na prowincji, w małym miasteczku gdzie rządzi alkohol, wszyscy się znają, kobiety są poniżane, bite. Do miasteczka przyjeżdża siostra Wiery, Nadia, aktorka, która ma jakieś problemy i chce uciec na spokojną prowincję, gdzie postara się z nimi uporać. Ale nic z tych rzeczy. Prowincja okazuje się nie zbawiennym azylem, ale koszmarnym snem, ohydnym mieszkaniem ze wspólnymi prysznicami. Mimo tego Nadia poznaje tu także swoją miłość. Sam przyjazd Nadii nie zapowiada późniejszej tragedii.


Głównymi bohaterami jest czwórka przyjaciół, weteranów wojny czeczeńskiej, Wiera ( żona jednego z nich ), Lena ( dzielnicowa, w której zakochuje się Kola, mąż Wiery ), no i wspomniana Nadia. Życie upływa im na piciu wódki, wieczorami na składaniu kradzionych samochodów i ogólnym nicnierobieniu. Kobiety zajmują się domem, dziećmi, dbają o swoich mężów. Ogólny obraz społeczeństwa, czyli każdy znajdzie tam swojego sąsiada itp. Przyjaciołom przyświeca motto: 
"Straszny sen się skończył, rozpoczęło się nowe życie"

Nadia - aktorka, przyjeżdża na prowincję, po tym jak ojciec generał przepędził ją za pomoc siostrze Wierze i jej mężowi Koli, jest na życiowym zakręcie. Jest to dzielna i twarda kobieta. Nie boi się agresywnego Koli, ma swoje zdanie, potrafi zawalczyć o swoje i stanąć w obranie siostry. Ostrzega Wierę przed mężem tyranem i despotą. Jak trzeba sięga nawet po nóż...

Anżela - głupia, puszczalska córka Leny, żona Sierioży ( jednego z przyjaciół ), zdradza męża z jego kolegą Tasoevem, młode to, głupie i nieodpowiedzialne

Lena - matka Anżeli, teściowa Sierioży, dzielnicowa, stojąca na straży prawa, jej hobby to feng shui, psychologia i pisanie wierszy, to w niej zakochuje się Kola, jest to kobieta oczytana, mądra, która udziela rad zagubionym mieszkańcom, często daje schronienie w nocy Wierze i jej dziecku, którzy uciekają przed awanturami i ciosami Koli

Tasoev - jeden z weteranów - przyjaciół,

Sierioża - mąż Anżeli, zakochany w Wierze, ale odnosi się do niej z szacunkiem, broni ją przed Kolą

Czuj -zakochuje się w Nadii, miłość ta wpędza go w kłopoty i kończy się tragicznie, poza tym świetnie wykonuje piosenkę "Svoboda" :))

Wiera - siostra Nadii, żona Koli, ślepo zakochana w mężu, nie potrafi mu się przeciwstawić, bita przez niego, zdradzana, poniżana, mimo to tkwi przy nim, opiekuję się i cierpliwie znosi wszystkie ciosy i obelgi. Irytuje męża swoim niedowartościowaniem, nadopiekuńczością. Bohaterka, która wzbudza różne emocje podczas oglądania filmu. Najpierw jest nam jej żal, litujemy się nad nią, potem mamy nadzieję, że zrozumie błędy męża i odejdzie od niego, a na końcu... Na końcu zrozumiałam jaka jest głupia, czułam do niej obrzydzenie i gniew. Na myśl przychodzi tylko jedno: dostała, czego chciała...



Kola - bohater, który zrobił na mnie największe wrażenie, moje uczucia co do niego w trakcie oglądania filmu zmieniały się co chwilę diametralnie ( i to nie tylko dlatego, że gra go Aleksandr Golubev ). Okazuje się, że jest weteranem wojny, który przeszedł kilka operacji i dzieje się z nim coś złego. Odczuwa bóle głowy, przez które staje się despotycznym, wściekłym tyranem. Poniża żonę, zdradza ją z Leną. Czujemy do niego wstręt, ale staramy się zrozumieć, bo przecież na wojnę i prowincję trafił przez Nadię i jej ojca generała. Pałamy do niego niechęcią i nienawiścią gdy bije żonę, ciągle pije, poniża Wierę, nie szanuje jej. Ale za chwilę wzbudza w nas litość i pożałowanie kiedy ją przeprasza, zaczynają się bóle. Co mnie przekonało do tej postaci, to to, że jej cały czas szczery w stosunku do Wiery, mówi jej, że od dawna jest dla niego jak siostra, że jej nie kocha, nie ukrywa swojego romansu, chce pomóc w wychowaniu dziecka i twierdzi, że nie odejdzie, bo są rodziną. A po takich słowach i czynach każda mądra, dowartościowana kobieta odeszłaby sama. Genialna rola Aleksandra Golubeva ( Александр Голубев ).


Kola wzbudził we mnie najwięcej emocji, od litości do nienawiści, od strachu do gniewu.

Bardzo przejmujący, wywołujący bardzo silne uczucia, poruszający i wstrząsający film. 
W dniu dzisiejszym można obejrzeć go o godz. 17 na kanale "Wojna i Pokój"

TUTAJ można zobaczyć trailer tego filmu.

Polecam gorąco!!!






03 lutego 2012

Kandahar ( Kandagar, Кандагар )



Od kilku dni dość intensywnie wałkuję temat rosyjskiego kina.
Jakoś wcześniej nie przepadałam za filmami rosyjskimi, w pamięci miałam jeszcze naukę rosyjskiego w szkole podstawowej ( mimo, iż byłam bardzo dobra z tego przedmiotu to ja koniecznie chciałam angielski, którego niestety w mojej szkole nie uczono ).
I z tego czasu pamiętam tylko powtarzanie alfabetu, wesołyje kartinki, które nam nasi przyjaciele z Rosji przysyłali i "Wilka i zająca". 
Z perspektywy czasu okazało się jednak, że dość dobrze pamiętam i pisownie, i alfabet, a nawet rozumiem filmy w tym języku. I chwała za to Pani Eli, która chciała mnie dać na olimpiadę językową, a ja jej stanowczo odmówiłam, a mimo to nie straciła we mnie nadziei.
Ale nie o tym ja tu chciałam.


Jakiś czasu temu puścili w TV film Kandahar i wszystko byłoby ok gdyby nie to, że film wywarł na mnie ogromne wrażenie. 
Nie przeszkadzało mi nawet to, że niektóre sceny są przesadzone np ta gdzie człowiek nie goli się kilka tygodni ( chodzi tu o kapitana samolotu ) a brodę ma tak dużą jakby zapuszczał ją kilka lat i nie odstaje nic od afgańskiej ludności.
Ale wszystko po kolei.




Film powstał w oparciu o prawdziwe wydarzenia. Jest to dramat historyczny. 
Kręcono go w Rosji, Maroku i Turcji. 
Historia działa się w 1995 roku i opowiada o rosyjskiej załodze samolotu, który transportował amunicje. 
W filmie załoga składa się z 5 osób, w rzeczywistości było ich 7.

Podczas lotu nad Afganistanem kapitan jest zmuszony przez Talibów do awaryjnego lądowania w Kandaharze. Piloci są przetrzymywani przez ponad rok w niewoli, czasami torturowani, czasami głodzeni, zabrano im buty, zrywano medaliki, namawiano na przejście na Islam, zabierano i darto zdjęcia rodziny. Mimo to piloci nie poddają się, próbują żyć normalnie, grają w piłkę. Wszystko jednak do czasu...
Pewnego dnia kapitan wymyśla plan ucieczki. 



W filmie świetnie pokazano "islamskie życie" i ich "prawdy". W pamięci na długo zostają niektóre sceny kiedy zabijają matkę, która nie chce oddać swego syna, gdy Talibowie strzelają do ludzi na środku ulicy czy moim zdaniem najbardziej przerażająca, podkładają granat kobiecie, która prawdopodobnie zdradziła męża. 

Myślałam, że film i obsada będzie nudna i drętwa. 
A tu nagle zaskoczenie.

Film do samego końca trzyma w napięciu, postaci są bardzo naturalne, widz zaprzyjaźnia się z nimi. 
Nie jest to, żadna amerykańska tandeta w stylu Rambo. 
Świetnie ukazuje co działo się wówczas w Afganistanie, niesamowite zdjęcia Iła 76, żadnych zbędnych efektów specjalnych, realistyczne sceny bombardowań, świetna muzyka.
Dobrze opowiedziana, przejmująca historia.



 Ma mnie największe wrażenie zrobił jednak Aleksandr Golubev ( Александр Голубев ), który otrzymał nagrodę dla Najlepszego Aktora za ten film ( a także Złotego Orła za rolę w Braciach Karamazov ).
Grał tutaj Witka ( Witje ) sierotę, który nie miał dziewczyny, był mechanikiem na pokładzie i oszukiwał grając w karty :). 
Jestem pod wrażeniem nie tylko wyśmienitej gry aktorskiej Golubeva ale także jego osoby. 

Po Kandaharze rozpoczęłam swoisty marsz po internecie i znalazłam garść informacji o nim oraz dość liczną filmografię. Aktor gra także w serialach i teatrze.
Nie pozostało mi nic innego jak obejrzeć te filmy. 
Najbardziej zapadł mi w pamięci "Pewnego razu na prowincji".
Film, który trawiłam całą noc i kolejny dzień. 
Film, który u tak wrażliwej osoby jak jak, wzbudzał różne emocje, od litości do nienawiści, od gniewu do strachu. Ale więcej o nim w innym poście.

Zapraszam do obejrzenia Kandaharu. Naprawdę warto!


02 lutego 2012

A u mnie już wiosna :)



Brak mi ostatnio weny, za dużo rzeczy do zrobienia.
Za to po głowie chodzi mi tylko ta piosenka. 
Jakoś mnie tak na nią wzięło i nie może odpuścić.
Dobry kawałek.
Teledysk, hmmm zależy co kto lubi....





Na zewnątrz w końcu przyszły mrozy i zima w pełni ( no może tak na pół, bo śniegu brakuje ), a u mnie w domu właśnie zaczęła się wiosna.
Zresztą sami zobaczcie. 










30 stycznia 2012

Idę na wojnę!!!



Robale, insekty, owady. Paskudztwa, które zamieszkują Twój dom i czynszu nie płacą.
Za to stołują się za free na Twoich kwiatkach!!!!! 
Jak ja ich nie cierpię!!!! 
Właśnie wypowiedziałam tym ohydztwom wojnę. A dokładnie jednemu, którego znalazłam w piątek!!! 
Jak on śmiał - podgryzać mi moje storczyki??? 
W moim salonie???
Bydło na salony wtargnęło i bawi się bezpańsko, i żre moje biedulki!!!


Szczęściarzem, z który walczę jest TARCZNIK. 
Podobno jeden z najgorszych do wyplenienia.
Ale ja się tak łatwo nie poddam. Nie ze mną te numery, jestem kobietą, jestem mściwa jak ktoś mojej rodzinie krzywdę robi ( tak storczyki to część mojej rodziny, moich 9 dzieci ). Naoglądałam się ostatnio rosyjskich filmów wojennych i.... nie no tak ostro to nie będzie. 
Ale lekko też nie. 


Dla mnie to poważna sprawa. Moja "plantacja" storczyków to moja słabość. Mam na ich punkcie bzika. 
Człowiek najpierw kupuje, zaprzyjaźnia się z nimi, zagaduje delikatnie żeby potem z pewną dozą nieśmiałości zakochać się i poświęcać im każdą wolną chwilę. 
Opiekuje się nimi, subtelnie ściera każdy pyłek, kurz, z namiętnością podlewa je, karmi, stwarza najlepszy klimat. 
A one usatysfakcjonowane w zamian pięknie kwitną, pokazują swoje najcudowniejsze wdzięki, zaczepiają w oknie przechodniów. 


I nagle przyjdzie Ci taki nie wiadomo skąd, nie wiadomo po co i pasożytuje na Twoich cudach. Swojego wroga już poznałam, zrobiłam portret psychologiczny i nie tylko.
Zaczerpnęłam z internetu od innych poszkodowanych kilka informacji i wytoczyłam swoje działo. 
Dla tych, które nie kwitną Actellic 500 ec, dla tego jednego kwitnącego wśród zarażonych musiałam dać coś lżejszego. 
Tego załatwię wodą z mydłem. 
Częste mycie skraca życie - jak to mówią. 


źródło: internet, Lara Croft game


Moja strategia: 

1. Actellic - najpierw szukałam go po całym Wrocławiu, sprzedawcy oczywiście jak zawsze byli mądrzejsi i proponowali coś na stonkę i mszycę, wtedy moja irytacja sięgała zenitu. Po jaką cholerę mi coś na stonkę jak ja mam storczyka z tarcznikiem?!?. 
Jak już zakupiłam tego pestycyda ( środek bardzo niebezpieczny ) pozostało mi go tylko zaaplikować. Rozcięczyłam 0,5 ml w 1 l wody i... jak nie siknę na liście, jak nie rozpylę mu prosto w oczy. 
A tak przy okazji to uwaga na swoje oczy i na otoczenie, w którym się spryskuje roślinę. Ja robiłam to w łazience z wentylacją, która jeszcze przez kilkadziesiąt minut chodziła po tej operacji. 
W łazience uwaga na szczoteczki do zębów, ja musiałam je wymienić, bo zapomniałam się w niszczycielskiej walce. 
Ale jak wojna to przecież jakieś straty muszą być!!! 
Za kilka dni powtarzam zabieg. 
Profilaktycznie, bo wiadomo, że żadne lekarstwo nie pomoże przy jednorazowym użyciu.


2. Woda z mydłem - musiałam zastosować ten sposób na storczyka, który kwitnie, bo bałam się zapodać mu mieszanki pestycydów. 
Wodę wymieszałam mydłem i wacikiem ścierałam każdy liść po kolei, potem każdy od spodu, za każdym razem ściągając wroga z liścia zmieniałam wacik,żeby nie roznosić jajeczek. 
Wacik, woda, tarcznik, śmietnik i tak cały czas. 
Potem na koniec liście umyłam samą wodą. 
Trzeba dokładnie obejrzeć kwiata, bo te cholery lubią się wypasać nie tylko na górze liścia ale w szczególności na spodzie i przy pędach ( tam znalazłam ich najwięcej).


3. Zakażone kwiaty zostały przeniesione do innego pokoju na kwarantannę. 
Bitwa została stoczona w niedzielę, dziś chciałam policzyć straty. 
Tarcznika nie widać, szczoteczki do zębów wyrzucone, zarażony storczyk nadal kwitnie. Za kilka dni powtórzę nalot. Ze mną nie ma żartów!!!


Popatrzcie też u siebie, tarcznik występuje nie tylko na storczykach, to dość popularny robal. Nasze kwiaty są nasze!!! Nie będzie nam tarcznik pluł w twarz znaczy się podżerał zieleninę!!







27 stycznia 2012

Zamek w Oleśnicy



W zeszłą sobotę wybraliśmy się do Oleśnicy zobaczyć tamtejszy zamek. Niestety jego zwiedzanie może odbyć się wyłącznie za pozwoleniem. W związku z tym obeszliśmy go wokoło i porobiliśmy kilka zdjęć.




Trochę historii w pigułce:
1. Jest to budowla renesansowa, do XIX w siedziba książąt oleśnickich.
2. Pierwszy zapis o zamku pojawia się w 1292 r.
3. Budowę zainicjował prawdopodobnie Konrad I oleśnicki.
4. Po Piastach Oleśnicę przejmują Podiebradowie i tu zaczyna się jego rozbudowa.
5. Następnie księstwo oleśnickie przejmują Wirtembergowie ( do 1792 ).
6. A następnie Welfowie do 1884.
7. Pod koniec XIX w budowle stały się lennem pruskim a nowymi właścicielami zostali Hohenzollernowie.
8. Do roku 1945 była to ich letnia rezydencja.
9. Po wojnie w budynkach przetrzymywano jeńców włoskich i węgierskich.
10. Siedzibę miał tu także radziecki Międzynarodowy Czerwony Krzyż, następnie Technikum Budowlane i Szkoła ZHP.
11. Od 1993 znajduje się tu OHP.














Zamek położony jest na Nizinie Śląskiej, na lewym brzegu rzeki. Niestety na chwilę obecną lepiej wygląda na starych fotografiach niż w realu. Gołym okiem widać, że potrzebuje dużego remontu. Szkoda, że niszczeje. Niestety nie byłam na dziedzińcu, podobno warto się tam wybrać i zobaczyć krużganki, herby i popiersia. Obok zamku jest kilka parkingów.

Pewnie i o tym zamku krążą jakieś legendy, zapewne i tu rezyduje jakaś biała dama. My spotkaliśmy tylko takiego białego ducha :))