W zeszły weekend we Wrocławiu miały odbyć się loty balonem dla chętnych. Tak wyczytałam na internecie. No to się skusiłam. Mimo, że pogoda szału nie robiła, wyszłam z domu. Na miejscu okazało się, że nie są to loty balonem. Można ulokować się po prostu w koszu a balon wzniesie się i za chwilę opadnie. Wznoszenie się i spadek na przywiązanym linami balonie to dla mnie nie jest lot. Po raz drugi dałam się nabrać, więc nie skorzystałam. Ot, taki chwyt marketingowy. Ale za to kilka zdjęć pstryknęłam.
10 listopada 2011
07 listopada 2011
Wyjazd integracyjny
Ostatnio nie mam na nic czasu. Sporo zaległych postów. Chciałabym Wam pokazać nowe foty z imprezy balonowej, nowe foty mieszkanka, które zaczynamy wykańczać, kilka informacji o mojej ulubionej serii książek, o fascynacji Eberhardem Mockiem, o najnowszych herbacianych odkryciach i o spełnieniu jednego z moich marzeń czyli polskiej edycji książki o Lionelu Messim ( właśnie do mnie dotarła a premiera w Empiku dopiero koło 9 listopada ). Ale czasu wciąż mało.
fot. internet
Udało nam się jedynie w niedziele wyskoczyć z rodzicami do kina na "Wyjazd integracyjny". Jakie są moje odczucia??? Moim zdaniem jest to słaba kopia Kac Vegas. Miało być zabawnie i zaskakująco wyszło jak zawsze... po polskiemu :). Prostackie żarty, słabe dialogi, brak pomysłu na zakończenie filmu. Owszem, od czasu do czasu sala wybuchała śmiechem, ale to nie to. Podobała mi się jednak muzyka idealnie dobrana do filmu, szczególnie moment gdy jeden z Peruwiańczyków śpiewał "Będę brał Cię...w aucie". Pochwalić mogę też grę Bartłomieja Topy i Sławomira Orzechowskiego. Reszta.... no cóż, nie jest to film, do którego będę z radością wracała. Ni ładu, ni składu. Ale zawiera sporo prawdy co do pracy w korporacjach ( mam sporo doświadczenie w tej dziedzinie ). No i ukazuje tajemnice spotkań integracyjnych ( nie są to z d... wzięte fakty ukazane w filmie ). Po filmie szkoda mi tylko Pana Frycza, którego uważam za dobrego aktora, ale ta rola hmmm..., Pani Figura pokazała jak nie należy grywać w filmach, a scenarzystę i reżysera przerosło zakończenie, którego brakowało.
28 października 2011
Retro cars
Znalazłam jeszcze kilka zdjęć ze zjazdu Volkswagenów Karmann Ghia na Zamku Czocha.
A poza tym brakuje mi słońca, dawno nie byłam nigdzie z aparatem :((
Na razie jesteśmy zajęci nowym mieszkaniem. Wczoraj odebraliśmy już klucze. Teraz zakupy, projekty, a od 3 listopada remont i wykańczanie. Oj będzie się działo!!!
Taka sobie pomarańczka :))
24 października 2011
Versace
Wczoraj z braku laku, z nudów, w poszukiwaniu czegoś do oglądania skakałam sobie po kanałach. Zazwyczaj nie oglądam Fashion.tv ale jakoś zatrzymałam się na tym kanale i zaczęliśmy z Nim komentować te "piękne inaczej" modelki o rozmiarach XXXXXS. Sama noszę XS ale w porównaniu z nimi to jestem "kawał kloca":). Ale nie o tym miało być.
Po chwili pokazywali na pokazie w Milanie najnowszą kolekcję Donatelli Versace Spring 2012 Under the Sea. Jejku jak ja się nakręciłam na te sukienki. Tak kobiecej, zwiewnej i seksownej kolekcji, w której mogłabym wyjść na ulicę, przyjęcie, spotkanie.. dawno nie widziałam.
Wisienką na torcie były modelki, z długimi, wyglądającymi na naturalne włosami, uczesane bardzo dziewczęco i w makijażu typu "no make-up". W porównaniu z oglądanymi ostatnio innymi pokazami, gdzie modelki mają na głowie miotły, mopy, gałęzie, ptaki, jakieś inne karykatury a ich makijaż przypomina draculę lub coś jeszcze gorszego to co zobaczyłam u Versace to jak dla mnie mistrzostwo. Zresztą sami zobaczcie:
Nie zabrakło oczywiście "małej czarnej"
A te sukienki urzekły mnie najbardziej, przez nie nie mogłam zasnąć. Szkoda tylko, że nie stać mnie na Versace :((. Niestety trzeba będzie poszukać czegoś podobnego lub znaleźć dobrą krawcową. Ja je po prostu muszę mieć!!!
fot. internet
Na pokazie były też zaprezentowane długie sukienki. Są boskie. Całą kolekcję możecie znaleźć np. TUTAJ
19 października 2011
Majorka - na zimny, pochmurny dzień
Pogoda za oknem jest jaka jest, zimno, pochmurno. Człowiek najlepiej nie wychodziłby z domu tylko leżał pod kocem z kubkiem gorącej herbaty.
Czekając na dzisiejszy mecz Ligi Mistrzów, w którym oczywiście gra moja Barcelona, znalazła kilka zdjęć wakacyjnych z Majorki. Wstawiam je tak dla kontrastu, na złość naszej paskudnej aurze.
I jeszcze piosenka, która kojarzy mi się z wakacjami na Majorce. Animatorzy w hotelu "zmuszali" nas ciągle do tańczenia przy tych dźwiękach. Nie każdy lubi latynoskie rytmy, ja uwielbiam, więc bawiłam się przy niej przednio :) Jak powybieram z 3500 zdjęć jakieś fajne to napiszę dłuższego posta o Majorce:)
Baby są jakieś inne
I w końcu wyszło tak, że oprócz zakupów przydatnych do naszego mieszkania zdążyliśmy obejrzeć tylko jeden film, trafiło akurat na "Baby są jakieś inne". Moje uczucia co do tego filmu są mieszane. Lubię Adasia Miauczyńskiego ale momentami ten film był nudnawy. Przed filmem wiedziałam, że nie można długo wytrzymać patrząc 1,5 godziny na dwóch facetów jeżdżących nocą samochodem. Film tylko to potwierdził.
Miejscami mój organizm włączał "tryb oszczędzania energii" i traciłam wątek. Moim zdaniem "Baby" nie pobiją chyba geniuszu "Nic śmiesznego" czy też "Dnia świra". Mimo wszystko dialogi jak to u Koterskiego zabawne, dotknął on codziennych spraw damsko-męskich ( kobiety nie obrażajcie się ale takie jesteśmy ), pokazał jak widzą nas faceci. No i ta fraza - pełna powtórzeń i błędów gramatycznych, to akurat lubię u Koterskiego. Ogólnie zabawna komedia, warto obejrzeć na odmóżdżenie.
Drugiego filmu nie zdążyliśmy obejrzeć, ponieważ w niedziele On zachorował i musiałam zamienić się w pielęgniarkę. Od niedzieli faszerujemy się rutinoscorbinem, aspiryną C, otrivinem i sudafedem. Nosy mamy wielkości ziemniaka, całe czerwone i poranione. I co najgorsze, ja miłośniczka herbaty, musiałam ją na kilka dni zbeszcześcić miodem i cytryną. No ale czego nie robi się dla zdrowia.
Siedzę więc pod kocem i przeglądam katalogi marketów budowlanych poszukując natchnienia, nowych pomysłów. Najgorsze jest to, że na każdej stronie znajdę coś fajnego a w połączeniu to wszystko mi nie pasuje. Z kolorami ścian też nie możemy się dogadać :) Na 100% mamy ustalony już salon i sypialnię a reszta to jak na razie wielka improwizacja.
14 października 2011
Nadrabiamy kinowe zaległości
Weekend zapowiada się bardzo gorąco. Zaczynamy już od dzisiaj, musimy podpisać umowę z dostawcą energii do nowego mieszkania, potem zrobić listę pierwszych niezbędnych rzeczy żeby ruszyć z wykończeniem. Wanny, zlewy, baterie, farby, podłogi, drzwi, klamki, kleje, fugi, kafelki itp itd...
Nie zabraknie też czasu na nadrobienie kinowych zaległości. Chcemy wybrać się na dwa filmy. W związku z tym, że uwielbiam tematykę wojenną to "1920 Bitwa Warszawska", tylko przeraża mnie jedno. Natasza Urbańska. Nie przepadam za nią i samo nazwisko wywołuje u mnie gęsią skórkę, ale nie chcę jej skreślać na dzień dobry. Zobaczymy co pokazała w filmie. No i nazwisko Hoffman zobowiązuje.
Drugi film to taki na odmóżdżenie czyli "Baby są jakieś inne". Mam nadzieję, że Koterski to pewniak i się nie zawiodę, bo przecież każdy zna Adasia Miauczyńskiego i jego teksty.
Etykiety:
1920,
adam miauczyński,
baby są jakieś inne,
kino,
wojna
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























