08 kwietnia 2013

Układ zamknięty



Na ten film czekałam odkąd po raz pierwszy zobaczyłam jego trailer w kinie. Wiedziałam, że będzie dołujący, wiedziałam, że będzie mocny, ba! spodziewałam się, że nie da mi zasnąć. 






"Układ zamknięty" nie jest dokumentem, to film na podstawie wydarzeń, które działy się w 2003 r. W skrócie opowiada o tym jak to trzem panom zachciało się stworzyć wielki biznes, który miał być czysty, wolny od łapówkarstwa, niezależny od układów. To nie spodobało się prokuratorom, ministrom i wysokim urzędnikom. No i wysoce postawieni zaczynają "gnoić" młodych, próbują zabrać im to co stworzyli, cierpią na tym rodziny itp itd.

Najgorsze jest w tym wszystkim to, że działo się tak na prawdę, że złamano kilku facetów, cierpiały dzieci, zniszczono dobrze prosperującą firmę, oskarżono i zamknięto ( na 9 miesięcy ) niewinnym ludzi, a osoby odpowiedzialne za to nie poniosły żadnej kary. Więcej, awansowali wyżej, dostali ciepłe posadki lub przeszli na emerytury. 

O samym filmie mogę powiedzieć tyle, że tak jak opowiedziana historia dołuje, wbija w fotel i wymusza wściekłość widza na otaczające go państwo prawa, tak same dialogi i niektóre sceny wręcz nudzą i trącają sztucznością. 

Początek za mocno rozciągnięty, tak samo z finałem. Scena ze śpiewającą Magdą Kumorek co najmniej śmieszna. Owszem, piękna muzyka, ale jakoś nie trafiona barwa głosu do aktorki. Ewidentnie widać ( nie jestem znawcą muzyki ale to mi się rzuciło w oczy ), że aktorka nie pasuje do tej barwy głosu. Scena ta bardzo zniechęciła mnie do dalszego oglądania Pani Kumorek, ale obroniła się ona w scenie u prokuratora Kostrzewy.

O Panach Gajosie i Kaczorze pisać nie będę, bo to klasa sama w sobie. Oni tak naprawdę czynią ten film mocnym i przekonywującym. Od zawsze mam słabość do Pana Gajosa ( a jeszcze w wydaniu "zła " ) więc obiektywna nie będę.

Niesamowite jest też hasło filmu: "Jutro mogą przyjść po Ciebie!", daje do myślenia i podkręca charakter filmu.

Nie jest to film do obejrzenia w nudne niedzielne popołudnie z rodziną. To film, który dołuje, rzuca psychikę na ziemię i daje dużo do myślenia jednakże szczerze polecam!








03 kwietnia 2013

Zamek w Janowcu

Marcowy plan był taki: bierzemy zaległy, zeszłoroczny urlop, udajemy się relaksować do SPA, SPA ma być tam gdzie jeszcze nie byliśmy, z wiosenną pogodą zwiedzamy okoliczne dobrodziejstwa. 

"Check list" zrobiona i odhaczone wszystko, no prawie wszystko. Brak wiosennej pogody. Ale i to nas nie zniechęciło.

Urlop zaklepany, SPA zarezerwowane, walizki spakowane, bak zatankowany, google przejrzane, atrakcje turystyczne wypisane.

Wybraliśmy się do Janowca, tak tego Janowca po drugiej stronie Wisły od Kazimierza Dolnego. Tam nas jeszcze nie widziano. Za to my zobaczyliśmy... piękny zamek i dwór, co prawda wszystko przykryte śniegiem po pas ( jak to w marcu :D )ale chyba dodało to uroku.

Do Janowca trafić łatwo, do zamku tak samo, widać już go z dala. A my mieliśmy to szczęście, że nasz hotel (SPA ) miało dróżkę prosto do zamku. Z tego dobrodziejstwa jednak nie skorzystaliśmy i podjechaliśmy do zamku autem, nie że jesteśmy leniwi ale nurkować w wielkich zaspach przy -10 jakoś mi się nie chciało. 

Zamek nie jest może najpiękniejszy, wystawy w zamku może aż tak bardzo nie zachwycają, ale jednakże jest to miejsce urokliwe i ma swój klimat. 

Co prawda bilety są drogie ( 12 zł normalny + 6 zł parking ) no ale raz nie zawsze, a zawsze nie wciąż... jak to mawiała pewna dama znana mi z podstawówki. 

W sezonie zimowym trafiliśmy na totalną pustkę, tym lepiej przynajmniej w kadry zdjęć nikt nie właził i cały zamek był do naszej dyspozycji. 












Zamek w pigułce:

1508 - Mikołaj Firlej zaczyna budowę renesansowego zamku
1526 - ukończono budowę
1565-1585 - przebudowa zamku w stylu późnorenesansowo-manierystycznym, którą kierował architekt włoski Santi Gucci
XVII w. - zamek przejmuje rodzina Tarłów
1606 - na zamku dochodzi do pojednania króla Zygmunta III Wazy z marszałkiem wielkim koronnym Mikołajem Zebrzydowskim
1656 - niestety zamek został spalony i ograbiony podczas najazdu Szwedów, następnie został odbudowany i rozbudowany w stylu barokowym przez rodzinę Lubomirskich
1783 - Jerzy Marcin Lubomirski przegrywa zamek w karty ( szok! ). Nowym właścicielem zostaje Mikołaj Piaskowski, ale ani on, ani następni właściciele ( Osławscy ) nie są w stanie zadbać o zamek. Sprzedano wszystko, nawet marmury ze ścian i zamek stał się ruiną.
1931 - Leon Kozłowski kupuje zamek, remontuje basztę, przegania wandali itp.
1975 - zamek zostaje kupiony przez Muzeum Nadwiślańskie i jest stopniowo remontowany.

Obok zamku jest także park, a w nim znajdziemy Dworek z Moniak, stodołę z Wylągów i spichlerz spod Lodowa











A po tej wyprawie pojechaliśmy do Kazimierza Dolnego. Niestety zimą trzeba jechać prawie 30 km przez Puławy, ale latem spokojnie można przebić się przez Wisłę przeprawą promową. 











11 marca 2013

Kabaret Paranienormalni


Udało nam się zdobyć bilety i mimo, że Barcelona tego dnia przegrała Gran Derbi to ubawiliśmy się niesamowicie. Pozdrawiam Pana siedzącego obok mnie ( chyba bardziej rozbawiał mnie jego śmiech i łzy niż kabaret, eeee no może przesadziłam ). 

Najważniejsze, że były to prawie same nowe skecze, których nie ma jeszcze nawet na youtube ( z wyjątkiem Aldony i poety ). Nie wiedziałam nawet, że Igor może się zagotować ( co ten człowiek potrafi robić z twarzą to klękajcie narody ), ale udało się, nawet dobrze z tego wybrnął ( a ja nadal próbuję kopnąć ręką drzwi :))

Uff, a zrób takim "adehadowcom" zdjęcia. No choćbyś próbował, czekał, wymierzał, no nie da się, takie to ruchliwe...











06 marca 2013

Last Minute



Reklamowali, reklamowali, internauci spinali się na jego temat, to poszłam i ja zobaczyć żeby wiedzieć o co tyle szumu. 
I powiem tak: SAMA NIE WIEM!!!


"Last Minute", bo o ten film tu chodzi, miał być komedią. Czy się uśmiałam? Tak, idealny film na odmóżdżenie w niedzielne popołudnie. Nie jest to ( jak piszą niektórzy ) film pokroju "Kac Wawa" ( tego badziewia to już chyba nic nie przebije ) ani też "Ciacho" ( mi się akurat podobało ) czy też "Wyjazd integracyjny" ( koszmar ). 

Jest to przerysowany film o Polakach, którzy wygrywają ( lub jak w rzeczywistości kupują najtańsze ) wycieczki all inclusive do Egiptu i spodziewają się bajki. Wszystko w tym filmie jest przerysowane i trochę nie trzyma się "kupy", ale jakież zarazem prawdziwe jak sobie przypomnę zachowania co niektórych Polaków spotkanych podczas moich wakacji w Egipcie. 

W filmie są momenty komediowe ( pokazane reality show rozbawiło mnie do łez ), ale są też i takie gdzie łezka w oku się kręci ( rozmowa taty z córką, wigilia na plaży ). 

Jeżeli chodzi o zdjęcia - mam mieszane uczucia, momentami obrazy pokazujące Egipt są jak z widokówki, a tu nagle powrót do hotelu i już tak pięknie nie jest.

Obsada - niestety ratują się tutaj tylko Pan Mecwaldowski, Świderski i Pani Jankowska. Reszta - poniżej poziomu. Najgorzej jednak wypadła Pani Anna Szarek. Nikomu nic nie ujmując, ale kiedy zaczynały się jej dialogi czułam się jakbym oglądała "Pamiętniki z wakacji". Była sztywna i nienaturalna, wyglądało to tak jakby rolę czytała z kartki. 

Film nie jest wybitny, ale nie jest też jakąś szmirą. Ot, typowy odmóżdżacz na weekend.





26 lutego 2013

Mikrodermabrazja - seria zabiegów w Insenso Wrocław

Odkąd pamiętam dwa razy do roku funduję sobie ( a w szczególności mojej twarzy ) serię zabiegów złuszczających, czyli Mikrodermabrazję. Z zasady jest to 5-6 zabiegów co 4-5 tygodni. I tak dwa razy w roku, czasami zdarzają się dla relaksu pojedyncze zabiegi, ale wiadomo najlepsze efekty osiąga się po serii.

Tym razem padło na gabinet Insenso we Wrocławiu ( ul. Kamieńskiego ).

O plusach i minusach, zaleceniach i przeciwwskazaniach dotyczących mikro pisałam już wcześniej, o tutaj, dlatego teraz podzielę się z Wami wrażeniami z wizyty w tym gabinecie.

Ogólnie gabinet nie grzeszy wielkością, ale pomieszczenia nie są też malutkie ( osoby z klaustrofobią też dadzą radę ). Jest czysto i miło. Plusem jest to, że nie ma opóźnień w zabiegach.Recepcja jest raczej urządzona w sposób "chłodny - luksusowy" co zresztą można zobaczyć na stornie gabinetu. Natomiast gabinety jak najbardziej są praktyczne, sterylne, czyste i jasne ( idealne do zabiegów oczyszczających, jednak dla zabiegów relaksujących, masaży itp. wolę bardziej przyciemnione pomieszczenia i duuuuużo świeczek )

Obsługa bardzo miła i profesjonalna. Doradzi, zapyta, nie ma tam pracy na akord, Panie są zorientowane w tym co robią, liczy się potrzeba klienta a nie wpakowanie mu najdroższych usług. W szczególności do mikrodermabrazji polecam Panią Anię.

O samym zabiegu mogę powiedzieć tyle, że najpierw zrobiono mi dokładny demakijaż twarzy, a następnie cerę ztonizowano odpowiednim do cery tonikiem. Potem to już dokładne ścieranie naskórka, ale najpierw wywiad czy zabieg był wcześniej przeprowadzany, jak często, jakie wrażenia, jak goi się skóra itp. Co jakiś czas Pani Ania wymieniała głowicę na mniejszą ( patki nosa, okolice ust ) lub z powrotem na większą. Po starciu naskórka została dobrana do mojej cery odpowiednia maska ( raz wyciszająca z płatem kolagenowym pod oczy, raz normalizująca np. różowe algi ) oraz została wtarta ampułka do cery tłustej ( gdyż takową posiadam ). Na koniec Pani Ania wtarła mi krem odpowiedni do mojej skóry i delikatnie masując twarz zakończyła cały zabieg.

Po serii zabiegów moja cera była świeża, oczyszczona, zmarszczki spłycone, a okropne pory zdecydowanie mniejsze.

Minusem tego gabinetu są jednak ceny. Zabieg mikrodermabrazji można we Wrocławiu ( w dobrych gabinetach, o porównywalnym standardzie ) zrobić taniej. A poniżej proponowane ceny przez Insenso:


mikrodermabrazja diamentowa twarzy z algami 130 zł
mikrodermabrazja diamentowa twarzy, szyi i dekoltu z algami 145 zł
mikrodermabrazja diamentowa twarzy z płatem kolagenowym 150 zł
mikrodermabrazja twarzy, szyi i dekoltu z płatem kolagenowym 165 zł
mikrodermabrazja twarzy z kwasem hialuronowym 170 zł
mikrodermabrazja twarzy, szyi i dekoltu z kwasem hialuronowym 185 zł













Oprócz wysokich cen nie mam innych obiekcji.
 Jestem zadowolona zarówno z obsługi jak i efektów zabiegów.
 Zdecydowanie polecam ten gabinet.







15 lutego 2013

Planetarium Toruń


Są takie miejsca gdzie warto być. Choć raz w życiu. Tak dla podniesienia własnej samooceny. 

Teatr, muzeum, planetarium... Właśnie planetarium. Jak ja to zrobiłam, że 5 lat studiowałam w Toruniu i ani razu tam nie byłam, a chodziło się prawie wszędzie ( nawet męża stamtąd posiadam :), ale do planetarium nie było po drodze.


 żródło: internet

Co się jednak odwlecze to nie uciecze, jak to mówią. I tak po świętach, nie mogąc już patrzeć na te frykasy postanowiliśmy podjechać do Torunia, tak tylko połazić, powspominać pierwsze randki, zobaczyć rynek. Przypadkowo zaparkowaliśmy pod planetarium i tym razem nie mogłam się oprzeć.

Myślałam ( nie wiedząc czemu ), że to się ogląda niebo z gwiazdami przez jakieś teleskopy, ale nie.. trafiliśmy na seans "Gwiazda Betlejemska". Przyjemna opowieść o Trzech Królach, kilka zaskakujących ciekawostek. Ogólnie bardzo sympatycznie spędzona godzina.

Planetarium a dokładnie Centrum Popularyzacji Kosmosu jest podzielone na trzy części: seanse w sali planetarium, wystawa Geodium i wystawa Orbitarium.

Planetarium jest czynne codziennie a najbardziej podoba mi się to, że w weekendy wszyscy mają ulgowe bilety ( a nie tak jak inni zarabiają na weekendowych wejściach ). 

Ceny biletów:

SEANSE W SALI PLANETARIUM
  • bilet grupowy szkolny  8 zł od osoby
  • bilet ulgowy  10 zł
  • bilet normalny  12 zł
  • bilet z wersją angielską 15 zł
SALA GEODIUM (wystawa interaktywna)
  • bilet grupowy szkolny  6 zł od osoby
  • bilet ulgowy  7 zł
  • bilet normalny  9 zł
SALA ORBITARIUM (wystawa interaktywna)
  • bilet grupowy szkolny  6 zł od osoby
  • bilet ulgowy  7 zł
  • bilet normalny  9 zł
W soboty, niedziele i święta dla wszystkich odwiedzających bilety ulgowe.

Na bilecie jest także numer miejsca, więc nie ma żadnych przepychanek ani innych problemów.

Podczas seansu nie można też robić zdjęć. Ja z tych bojących i respektujących zazwyczaj zasady więc nie pstrykałam, udało mi się tylko przed seansem strzelić fotkę sali i sprzętowi ( z przyczajki nie wyszło to najlepiej :)


 



Polecam wszystkim, mile spędzony popołudniowy czas :)





07 lutego 2013

Drogówka


O TAK! O TAK! O TAK!
Byłam, widziałam, zakodowałam. Smarzowski jak zawsze czepił się dobrego tematu i nam go pokazał. Może i przerysowany, może i nie. Nie mi to oceniać. Mi się podobało, jak każdy jego film. Smarzowski to dla mnie guru. O czym mowa? No jasne, że o "Drogówce"



Tak na ten film czekałam, czekałam z niecierpliwością jak tylko zobaczyłam pierwszą zajawkę. I faktycznie "Ostra jazda dopiero przed Tobą". Doborowa obsada, świetny scenariusz, życiowy temat i dobry montaż.

Ogólnie film opowiada o policjantach, których łączy nie tylko praca, ale i interesy ( szemrane ), łapówki, imprezy w burdelach i szybkie samochody. I wszystko jest pięknie dopóty, dopóki jeden z nich nie ginie, a oskarżonym zostaje drugi. Chcąc się oczyścić dociera do tajemnic, których nie powinien znać i które nie powinny wyjść "na światło dzienne ". 

Film to trzy rodzaje kina: komediodramat - dobre teksty, zabawne historie, ot, codzienne życie policjantów. Kino akcji - pościgi, bieganina po dachach ( jak w Bournie ), intrygi, oskarżenie, morderstwa, gołe panny, szybkie wozy, alkohol i prostytutki. I po trzecie film ukazujący nasze społeczeństwo - korupcję, począwszy od tych "z góry ", skończywszy na zwykłych ludziach, zero przyzwoitości, układy, układziki. I to wszystko w jednym, taki pakiet 3w1. 

Obsada - kolejny film bez Szyca i Karolaka, za to z genialnym Dorocińskim, Topą, Jakubikiem, Kuleszą, Dziędzielem, Lubosem, Braciakiem, Kuną ( ulubiona elita gwiazd Smarzowskiego ). Tak, to są prawdziwe gwiazdy, mimo, że ich postaci były przerysowane ( Jakubik i Lubos mnie osłabili oczywiście w pozytywnym znaczeniu  :)) oglądało się ich z ciekawością.

Dialogi genialne, przepełnione oczywiście przekleństwami i brzydotą, jak to u Smarzowskiego, ale to wszystko było takie realne, takie codzienne. Szkoda tylko, że dźwięk jak zawsze nie powalił, czasami nie rozumiałam bełkotu aktorów. No i zakończenie. Szokujące. Mocne. 

Film daje po garach. Smarzowski nie oszczędza nikogo, ani bohaterów, ani widzów. Pokazuje brudną, patologiczną Polskę. I jak czytam, że jest to film o "brzydocie męskiej, chlaniu, dymaniu i policjantach" to ręce mi opadają. Film, jak każdy Smarzowskiego, ma trochę głębsze dno. Ale to już każdy powinien ocenić sam.

Jak dla mnie jeden z najlepszych polskich filmów jakie miałam przyjemność oglądać. Szczerze polecam!!